PRACUJ W PL. ROZDZIAŁ 1

PRACUJ W PL. ROZDZIAŁ 1

Praca. W powszechnym odczuciu coś, co zajmuje nam większą część dnia, tygodnia, miesiąca i tak aż dojdziemy do skali życia. Nie jest to oczywiście prawda, ale poniższe wypociny nie o tym. Chcę raczej podzielić się mymi spostrzeżeniami o samej pracy – od rysu historycznego po pandemiczną rzeczywistość.

Zacznę od ucziwego przyznania, że niniejszym chcę wrócić do serii, którą trzy lata temu zapoczątkowałem TUTAJ. Niestety na jednym artykule się skończyło, ale pomysł nie tylko nie umarł, lecz nabrał nawet większych rzomiarów. Niniejszy tekst będzie w dużej mierze nawiązywać do tego archiwalnego, ale tylko ten – następne dopiero powstaną od zera. Całość serii opieram tylko na własnych doświadczeniach, które są mym udziałem od mniej więcej 2005 roku. Od tamtej pory bywałem zatrudniony, bezrobotny, na działalności, na gębę, itp. W skrócie – 16 lat, pewnie ok. 40 miesjc pracy.

Gdzie szukać?

Wspomniany rys. Nasi dziadkowie czy nawet rodzice, opisaliby temat pracy zapewne zgoła inaczej, niż tzw. obecne pokolenie. Moglibyśmy oczywiście godzinami debatować, jak to ongiś więcej było pracy fizycznej, niż umysłowej, że nie było komputerów, itp. Podstawowa w moim mniemaniu róznica jest jednak taka, że zarobkować nie tylko mógł, ale po prostu musiał każdy zdrowy obywatel. Co najważniejsze, dla każdego ta praca była. Nie zawsze może odpowiadała marzeniom czy kwalifikacjom (OK, teraz jest podobnie), ale bezrobotnym trzeba było zwyczajnie chcieć być. A to nierzadko ścigano prawnie. Obecnie przepisy nie przymuszają nikogo do zarobkowania, dodatkowo nie dla wszystkich ta praca jest.

Rynek pracy jest obecnie gigantyczny i nie mogę sobie wyobrazić, by dla kogoś zabrakło tam miejsca. A jeśli nawet żaden etat nie skusi kogoś z wyjątkowymi kwalifikacjami, zawsze może założyć własną działalność. O to chyba też łatwiej jest w naszych czasach. Niemniej – odwrotnie niż kiedyś – znalezienie pracy niekoniecznie jest tylko czystą formalnością.

Podejrzewam, że tzw. większość wskaże Internet jako miejsce, gdzie poszukuje wymarzonej posady. Podobnie po drugiej stronie barykady – to w sieci reklamuje się chyba każda poważna firma, tutaj też grasują rekruterzy. Sami zresztą nie poszukujemy anonimowo. Pamiętam, gdy lata temu kolega śmiał się, że zakładam profil na LinkedIn. Cóż, portal ten pośredniczył w moich zmianach prac przez ostatnie siedem lat. Warto jednak pamiętać, że nadal istnieją inne formy – tysiące ludzi odwiedza codziennie Urzędy Pracy w nadzieji, że na tamtejszej tablicy korkowej znajdą interesujące ich ogłoszenie, względnie dobrą propozycją rzuci urzędnik zza biurka. Nasze wydrukowane CV możemy też zanieść bezpośrednio do recepcji danej firmy. System poleceń pracowników również ma się dobrze. Jeśli jednak na potrzeby tej serii przyjmiemy, że Czytelnicy są raczej pracownikami na etacie, to jednak Internet jest zdecydowanie największym i najlepszym miejscem stymulującym naszą karierę.

Ogłoszenia o pracę

Skoro zgodziliśmy się co do niepodzielnego panowania Internetu jako miejsca znajdywania pracy, to zapewne mieliśmy do czynienia z ofertami tejże. Zazwyczaj znajdziemy je na dedykowanych ku temu portalach (jak wspomniany LinkedIn chociażby) lub bezpośrednio na stronach należących do danej korporacji. Od lat obserwuję, jak te oferty ewoluują. Przed laty były niezwykle lakoniczne, niewiele rózniło je od tych z drukowanej prasy czy tablicy korkowej. Dopiero od jakiegoś czasu pracodawcy najeżają je szczegółami i jest to zmiana na dobre – zarówno kandydat jak i potencjalny chlebodawca oszczędza ogromną ilość czasu na bezowocne procesy rekrutacyjne. Po ogłoszeniach widać też zmiany czasów – pamiętam takie, w których benefitem był laptop służbowy, potem królowała prywatna opieka medyczna, itp. Dziś takich rzeczy się w ogóle nie pisze. Narzędzie pracy przestało być benefitem, opieka medyczna to też raczej standard.

Bardzo powolnej zmianie, niestety, ulega natomiast uczciwość tych ogłoszeń. Chwalebne, że o samej pracy wiemy sporo jeszcze zanim zostaniemy zaproszeni na rekrutacje, ale kilka szcegółów wymaga dopracowania.

Kłamstewka

Lokalizacja. Sprawa w teorii oczywista, ale jeśli poszukujemy zatrudnienia w dużym mieście, często możemy schować w kieszeń powszechnie obowiązujące granice administracyjne. Na przykładzie Warszawy – wielokrotnie aplikowałem na ogłoszenia mówiące, że pracę wykonywać będę w stolicy. Dopiero na rozmowie kwalifikacyjnej oznajmiano mi, że tak naprawdę w Warszawie to jest tylko siedziba, natomiast ja zarobkować będę kilka miejscowości obok. Tak, jestem mobilny i przez wiele lat – odwrotnie niż spora rzesza ludzi – dojeżdżałem do pracy z Warszawy do miejscowości satelickich. Byłoby jednak ucziwe, gdyby każda oferta była w zgodzie z geografią.

Język, wykształcenie. Tu mógłbym rozbić na dwa akapity, ale problem jest tak naprawdę zbieżny. Otóż w wielu przypadkach wymagania znajomości języków obcych czy wyższego wykształcenia, to pic na wodę. OK, prawnik czy lekarz musi być po studiach. Handlowiec negocjujący z zagranicznymi kontrahentami musi znać ich język. Ale nagminnie bywa, że papierek wyższej uczelni niczego w samej pracy nie zmienia, a po angielsku rozmawiamy pierwszy i ostatni raz podczas rekrutacji.

Zarobki. Temat rzeka, owszem. Od razu nawet przyznam, że nie w każdym przypadku podawanie dokładnych zarobków lub chociaż widełek jest dobrym działaniem. Załóżmy na przykład, że pracodawca ma jakiś budżet na wynagrodznie, ale na rekrutacji trafia prawdziwą gwiazdę i jest gotów stworzyć dla niej komin płacowy. Podając widełki już w ogłoszeniu, mógłby takiego idealnego kandydata spłoszyć. Nie widzę jednak powodu, dla którego potencjalne zarobki mają być owiane tajemnicą, gdy mówimy o bardziej powszechnych posadach. Na przykład wiele dużych korporacji ma działy obsługi klienta. Kilkanaście lub kilkadziesiąt osób robi tam z grubsza podobne rzeczy, powtarzalne także w innych, podobnych firmach. Mówimy więc o dość dużej grupie ludzi, których praca nie wymaga posiadania mocy tajemnej – dlaczego więc nie możemy jeszcze przed aplikowaniem wiedzieć, czy warto?

Poprzedni tekst w temacie pracy popełniłem blisko trzy lata temu. Zarzuty z poprzednich akapitów nie zdezaktualizowały się, ale muszę spraiwedliwie oddać, że zza chmur nieśmiało wygląda słońce. Treść ogłoszeń coraz częściej odzwierciedla rzeczywistość. Widuje nawet takie, które dają pojęcie o potencjalnych zarobkach. Jest więc powolny, ale jednak progres.

Rekrutacja

Niezależnie od tego, czy to my szukamy pracy, czy ona nas, krokiem niezbędnym do uzyskania wymarzonej posady jest proces rekrutacyjny. Zaczyna się on w momencie, w którym ktoś reaguje na naszą aplikację lub nawet wcześniej – kiedy rekruter proaktywnie nawiąże z nami kontakt. Rekrutacja, to temat niemniej fascynujący od samego poszukiwania pracy oraz internetowych ofert. Jak dla mnie ciekawy na tyle, że zasługuje nie na osobny akapit, a kolejny artykuł z serii. Zapraszam niedługo!

Udostępnij ten artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.